Nasz kompas

Skończyła się w weekend Konferencja Wychowanie Wodne w ZHP, która sprowokowała mnie to paru refleksji na temat wychowania wodnego i morskiego w ZHP.

Minęło bowiem 100 lat od powstania pierwszych polskich harcerskich drużyn wodnych, 88 lat
od powołania Kierownictwa Harcerskich Drużyn Wodnych i Żeglarskich, 73 lata od memoriału Witolda Bublewskiego w sprawie wychowania morskiego w Polsce, 59 lat od Harcerskiej Konferencji Żeglarskiej
w Kołobrzegu, zwołanej po reaktywowaniu działalności ZHP w 1956 roku, 57 lat od powołania Rady Wychowania Morskiego – organu doradczego GK ZHP, 46 lat od przekazania do CWMiW w Gdyni wszystkich spraw związanych z wychowaniem morskim i wodnym w organizacji, 22 lata od reaktywowania Kierownictwa Harcerskich Drużyn Wodnych i Żeglarskich i wreszcie 4 lata od powołania Wydziału Wychowania Wodnego GK ZHP, który adresuje swoją ofertę programową do wszystkich członków ZHP. Mamy więc ze sobą ogromny bagaż; z jednej strony doświadczeń, a z drugiej różnych przyzwyczajeń, rutyny, utartych w przeszłości schematów. Ale mimo to, a może własnie dlatego, warto zastanowić się gdzie jesteśmy.

Czas więc określić naszą pozycję. Co ją wyznacza, jakie są jej koordynaty?

Po pierwsze, mam wrażenie, że odkleił się od nas wizerunek klubowiczów. Chyba już nikt nie zarzuca
(co niegdyś było powszechne i pewnie nie bezpodstawne) harcerzom wodniakom tego, że zapominają
o tym, że są harcerzami. Do każdego już chyba dociera, że harcerski wodniak, to taki sam harcerz jak każdy inny, a różnią go tylko dwie rzeczy: ma trudniej w życiu i ma fajniejszy mundur.

Po drugie, od konferencji w Chorzowie, w 2016 roku, mam takie poczucie, całe środowisko wodne przeszło proces integracji. Wspólne trzy konferencje, wspólne odprawy kadr wodnych, wspólne kontakty, pogłębione znajomości. Wszyscy się lepiej poznaliśmy, rozmawiamy ze sobą, mijamy się na harcerskich imprezach, spotykamy na wspólnych rejsach. Łatwiej chyba o porozumienie i zrozumienie. Znamienne było hasło, na którego tle zrobiliśmy wspólne zdjęcie: „Jesteśmy jedną drużyną”.

Po trzecie mamy zasoby. Mamy swój wspólnie opracowany i przyjęty program wychowania wodnego. Mamy o co oprzeć pracę, mamy stopnie i sprawności specjalnościowe, które pomagają drużynowemu zaprogramować pracę specjalnościową. Ponadto, w 2014 roku mieliśmy w dziewięciu chorągwiach zespoły pilota. Czyli w ośmiu chorągwiach środowiska nie mogły liczyć na wsparcie z poziomu chorągwi. Wszystko wskazuje na to, że w roku 2018 będzie już czternaście zespołów pilota, co oznacza, że tylko trzy chorągwie pozostaną bez wsparcia instytucjonalnego. Całkiem subiektywnie powiem, że część zespołów pilota znacznie poprawiła jakość swojej pracy.

Ale są też inne osie. Nie znamy do końca swojego kursu. Nie wiemy, jako ruch (bo ja czuję, że wiem) dokąd płyniemy. Kim ma być młody – dorosły, który już w pełni ukształtowany będzie opuszczał nasze szeregi? Czy ma być kandydatem na oficera we flocie handlowej jak chciał Zaruski? Czy obywatelem Polski rozumiejącym potrzebę „uprawiania morza” jak chciał Bublewski? Czy może ma być dzielnym, otwartym, zaradnym człowiekiem z pasją, świadomym obywatelem RP kierującym się w życiu wartościami z kręgu kultury chrześcijańskiej, jak chciałaby większość instruktorów? Czy może jeszcze kimś innym? To musimy sobie jeszcze określić, tę ścieżkę musimy sobie jeszcze wyznaczyć.

Czym tak konkretnie powinniśmy się zajmować? Czy postawić na indywidualny rozwój młodego człowieka, jak to robią irlandzcy skauci, opisać wszelkie ścieżki rozwoju, oprzyrządować je na poziomie takim jak oprzyrządowany jest One Programme? Czy może płynąć luźniej, więcej na intuicję, bez szczegółowego passage planu?

Skupić się na szkutnictwie? Wyjść z założenia, jak mówił na swojej prezentacji Marcin Chodorowski z KIM, że jeśli chcesz pływać, to zbuduj sobie łódź, czy bardziej na lekko, bez obciążenia sprzętem, szkutnią, narzędziami, halsować od przygody do przygody?

Czy budować swoją markę, silną jak marka RYA, czy jednoczyć siły i rozwijać wspólne projekty z innymi, wprawdzie tracąc siłę własnej marki, ale oszczędzając zasoby?

Nie mamy dzisiaj wszystkich danych do określenia naszego kursu na kolejne 100 lat. Nie mamy też postaci pokroju Zaruskiego czy Bublewskiego, którzy mogliby nas wesprzeć swoimi przemyśleniami
i autorytetem. Nie mamy za sobą Państwa, które jak II RP pragnęła być morską potęgą kolonialną
i w wychowanie morskie lokowała sporo zasobów. Nie mamy też pełnego zrozumienia naszej działalności, wśród naszego społeczeństwa, wychowanego w większości na kulturze raczej agrarnej
i miłości do ziemi niż do transportu morskiego i handlu. I nie mamy też pełni zrozumienia wśród naszych druhów instruktorów, którzy przecież wywodzą się z tego społeczeństwa. Na większość powyższych pytań musimy odpowiedzieć sobie sami.

To jest nasze wyzwanie na najbliższy czas. To będzie przedmiot naszego zainteresowania przez najbliższy rok. A przynajmniej powinien być. Do następnej konferencji, w lutym lub marcu 2019 roku w Łodzi. Mam nadzieję, że pisząc wtedy relację z niej, będę już wiedział dokąd płynie harcerski ruch wodny w swoim drugim stuleciu, będziemy wiedzieli co pokazuje igła jego kompasu.

 

One comment

  1. Poniższy komentarz zostawiłem w innym wątku, a naisałem go pod wpływem tegoż bardzo inspirującego artykułu
    Może już czas, by
    zamiast szkolić na stopnie, to
    zastapić lęk przed wodą szacunkiem dla żywiołu,
    uczyć samodzielności i poczucia odpowiedzialnosci za decyzje, zamiast zwalania na instytucje „patentująco-szkolące”
    i moim zdaniem najwazniejsze:
    uczyć, jak planować/ nawigować/ żeglować dla przyjemności z każdej chwili na wodzie, a nie dla ulgi, jak się już rejs skończy 😉

    Piszę tak, bo w końcu sam do takiego podejścia do żeglowania dojrzałem;)
    i myślę, ze znam na to sposób, przynajmniej jeden z wielu
    Aloha:)

Zostaw komentarz. Lub nie...

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *