Nie lepiej

Dzisiejsza opowieść nie będzie o bohaterstwie ani o poświęceniu. Nie będzie heroizmu ani nadludzkiego wysiłku. Będzie opowieść o skrajnym profesjonalizmie. O poważnym podejściu do swoich obowiązków. O zrobieniu „do my best” w innym niż polskie rozumieniu.

Salvage team to dorośli, poważni ludzie. Master multicata i jego załoga też. Powiedziałbym, że morze wymogło na nich profesjonalne podejście do zadań, ale skłamałbym, że to morze. W Polsce mamy takie samo morze, a do zadań podchodzimy ciut inaczej.

Ja wrząca woda. Kipielok, jak mawiają bracia ze wschodu. Dlaczego wyjeżdżamy z hotelu o 0800 a nie o 0400? Przecież pogoda, załadujemy się w nocy, wyjdziemy po ciemku, a o świcie będziemy przy Zjawie. I będziemy mieli 9 godzin na operację. Jak wyjedziemy o 0800, to przy Zjawie o 1130 i na operację tylko 5 godzin. Nie lepiej?

Nie lepiej.
Nie lepiej, bo o 0400 ludzie nie zjedzą pożywnego śniadania. I będą niewyspani. Mamy trudną operację, z użyciem nurka. Nurek musi być wyspany, ratownik musi być wypoczęty, salvage master musi mieć jasny i klarowny umysł.

Kipielok wchodzi na mostek i czuje się jak u siebie. Jak w starej reklamie: tu jest radar, tu jest radio, tu jest mapa. Wszystko jasne. Jestem żeglarzem, mam STCW, SRC, jak już tu jesteśmy, to ja lepiej sobie usiądę i popatrzę na widoki.

Nie lepiej.
Master cierpliwe mówi, że muszę przejść familirization. Pasy ratunkowe są tu. Podejdź zobacz gdzie jest jedna tratwa, a gdzie druga (in any case). Tu są pławki, tu koła. Tam rzutka ratunkowa. Drogi ewakuacyjne. Kombinezon ratunkowy.

Kipielok się wścieka. To jak tu byliście z Coast Guardem 5 dni temu to nie mogliście od razu nurka spuścić, żeby to wszystko obejrzał? Trzeba było cały ten statek ciągnąć, sprzęt ładować, żeby ustalić, że się jednak nie da? Nie lepiej było wtedy z pontonu nurka zrzucić, żeby sobie popatrzał przez maskę i od razu mieć jasny obraz sytuacji?

Nie lepiej.
Gdyż wtedy fale duże były. Statkiem kiwało, Zjawa też się ruszała. Mogło nurka przycisnąć, bo woda płytka, więc falowanie powierzchniowe również jego by rzucało. Po prostu wtedy było niebezpiecznie i dla nurka i dla załogi pontonu, która tego nurka musiałaby asekurować.

Kipielok na statku marudzi. A może… podejść bliżej? Może spróbujmy? Może coś jednak da się zrobić? Nie da się na szybko jakoś dziurek załatać, wodę odpompować i jakoś się poholuje, to kilka mil raptem. Nie lepiej zaryzykować i jak się uda to mieć problem z głowy? No i nie lepiej ją chociaż trochę ruszyć, by zobaczyć jak ta druga burta wygląda?

Nie lepiej.
Bo już po obrażeniach jednej burty wiemy, że tego się nie da prosto i szybko załatać. My jesteśmy ekspertami, my potrafimy ocenić ryzyko. I wiemy, że to się nie uda. Jeśli nie ufasz nam, zaufaj naszej wiedzy i doświadczeniu.

Jakoś nigdy długo nie musieli tłumaczyć. Bo w sumie mówili dość oczywiste rzeczy. Rozumiałem wszystko. Co to mówią i po co to mówią. W ogóle, nie rozmawiali dużo. Ze sobą też nie. Rozumieli się bez słów. Jak nurek powiedział, że się nie da, to się nie da. Nikt nie podważał jego słów i nie ciągnął za język. Był, zna się, wie co mówi. Inna sprawa, że nurek wiedział co mówi.

A refleksja jest taka, że pomyślałem sobie, że w takiej Holandii, Szkocji czy Szwecji, wojskowa Casa trafiłaby na pas, rządowy Tupolew na pewno nie lądowałby we mgle, a w prezydenckim BWM byłby właściwe opony. Nie byłoby „śmiało, zmieścisz się”, „jakoś to będzie”. Nie byłoby też sytuacji, że ten oto ratownik / nurek / żołnierz zdrowie poświęcił, zachorował, złamało mu rękę czy nabił sobie guza, bo ofiarnie rzucił się by ratować jacht czy inne mienie. Tak na końcu, to jednak trochę desek, dwa maszty i żagle. Martwe przedmioty.

Bo zdrowy rozsądek, życiowe doświadczenie, procedury i troska o bezpieczeństwo jakoś tak naturalnie ważniejsze są niż kipieloki, gorące głowy i emocje.

Mówi się, że nacje nie mają charakteru, A skoro tak, to dlaczego oni tak mogą, a my nie? Nie wiem czemu my rzucanie się na zadanie niemożliwe do wykonania uważamy za bohaterstwo i poświęcenie, a tam za nonsens i głupotę. I cóż, że Samosierra (btw – jakie straty?), coż że Powstanie, że nie oddamy nawet guzika. Jakie efekty na koniec dnia?

I jeszcze na koniec smutno pomyślałem, że przy takim podejściu, może i sama Zjawa nie byłaby tam gdzie jest 🙁

Zostaw komentarz. Lub nie...

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *